niedziela, 29 marca 2026

WSPOMNIENIA

 Zakwitam w czterech porach roku

Wspomnienia żyją wciąż w przyjażni

Gdy jesteś miły przy mym boku

W mej wyobrażni

Choć czas to mistrz niedościgniony

Pozwala mi zakwitać z tobą

W ten upragniony czas spełniony

Jak szumu z wodą

Gdziekolwiek pójdę w czas jesieni

A zima mnie otuli puchem

To me uczucia nic nie zmieni

Zostanę twoim dobrym duchem


 

SZUKAJ

 Mgłą jestem w przestrzeni, co ciało otula

Mgławicą gwiazd srebrnych w otchłani nieba

I wielką tęsknotą, co rodzi się w bólach

gdy ciebie nie ma

Tam mnie poszukaj w bezkresie kosmosu

Gdzie jasność drogę rozświetla najbardziej

Cisza i spokój i nie ma chaosu

 tam mnie odnajdziesz




niedziela, 8 marca 2026

NA ZAWSZE / O ROTMISTRZU PILECKIM

 Twoje imię podawane z szacunkiem i dumą

Dziś stało się przysięgą i werblem sumienia

W sercu mocno napiętą i drgającą struną

I wiecznym płomieniem nie do ugaszenia


Za drutami Auschwitz Birkenau niebo było obce

Wszedłeś dobrowolnie w otchłań tego piekła

Gdzie człowiek był numerem, a barak grobowcem

Tylko śmierć i cierpienie  się  go nie wyrzekła


W raportach skrytych, co zły los odmieni

Zapisałeś prawdę , niczym krzyk śmiertelny

By świat się dowiedział, nim umrze sumienie

Woła do was żołnierz, syn tej krwawej ziemi


Za drutem kolczastym, gdzie szept stał się bronią

A nadzieja tajnym wśród cierpień ukryciem

Potrafiłeś unieść swą żołnierską dłonią

Ciężar  większy od strachu  o swe własne życie


Jak prosta powinność, chleb łamany w domu

Z wiary, że Polska to więcej niż mapa

Nie pytałeś , czy wrócisz, ryzykiem świadomy

gdy pistolet do głowy przyłoży esesmańska łapa


Uciekłeś stamtąd , nie od odpowiedzialności

Walczyłeś dalej, gdy wojna zamieniła maski

Człowiek ,  stworzony do życia na wolności

Życie to ból i krew, miłość, cienie i blaski


Lecz wolność nadeszła w obcym mundurze

Ciężka, jak założone świtem  żelazne kajdany

Stałeś cicho i  prosto w żołnierskiej strukturze

Twardo do końca przyjąłeś zadawane   rany


W  chłodnej celi czekałeś świadomie wyroku

Śmierć to  nie granica, którą honor  przekroczy

Po żołniersku, mocno dotrzymałeś jej  kroku

Tylko  bez łez, zostały zmęczone pod powieką oczy



Padł strzał w piwnicy , cisza na wieczność opada

Błysk światełka ostatni w świadomości miałeś

 Dla ciebie, żołnierza śmierć lepsza niż zdrada

Wierności swej Ojczyżnie  pięknie dochowałeś





czwartek, 19 lutego 2026

DZIADEK I SADEK

 

Tarmosił dziadek pannę w ogrodzie

A panna krzyczy; ratunku, złodziej !

Już mi potargał cały fartuszek!

i się dobiera do jabłek i gruszek !

Jest w moim sadzie owoców wiele

I tak dorodne, jak dzwony w kościele

Lecz na drabinę się dziadek gramoli

myśli, że zgrabny i poswawoli

Dziadek się wspina, a czas ucieka

drabina długa, a on nie zwleka

Wspiął się wysoko, pod same chmury

Wtem, trach,jak gruszka spadł z samej góry

Leży i jęczy, bo potarmosił

swoje ubrania choć chciał fartuch Zosi

Popatrz więc dziadku na wiek i urodę

Potarmosić to możesz swą siwą brodę

wtorek, 30 grudnia 2025

MORZE

 Ciepły piasek ustępuje bosym stopom

Posłusznie daje wtulić w jego miękkość

Jak zmęczonym na Olimpie bogom

Uniżenie oddać hołd i wdzięczność


Jak koronki delikatne białe fale

Zagarniają złoty  piasek do siebie

Cicho szemrzą nie przejmując wcale

że jak lustro odbijają się w niebie

PÓKI SERCE BIJE

 Jeszcze jeden taniec i ta pieśń

zanim nogi powiodą w bój

poniesiemy swe życie na znój

 oddać śmierci cześć

Dobrze, gdy każdy jeszcze żyje

Wielu z nas nie wróci już

Zatańczmy, póki chęci, cóż

I serce bije

Przykryje nas piach i kurz

i deszcz jesienny zmyje

Nie trzeba nam pięknych róż

Gdy pamięć żyje

BALLADA O DZIEWCZYNIE, CO ZWODZIŁA CHŁOPCÓW

 Wśród gęstwiny lasów, co nieludzką ręką

pną swe wierzchołki z naturą przyrody

skręcone i proste wysiłkiem i męką

obrosłe mchem starym, niczym starców brody

jak ręce złożone w modlitwie do nieba

kiedy zgniewane grzmi  i karą grozi

wzniosłe i wsparte o siebie tkwią drzewa

a słabsze w cierpieniu wybaczenia prosi

Każde z nich kryje tajemnice szpiega

Strzeże polany przed wścibskim człowiekiem

Gdzie cisza, żaden odgłos nie dobiega

a ludzka stopa stanęła przed wiekiem

łąka zielona ukryta bezpiecznie

jak małe dziecko przez matkę chronione

tkwi tu jezioro niedostępne, wieczne

niczym żabie oko ponure, zielone

Choć rzęsą obrosłe, to zwabia i kusi

Lepiej by niepowołany nie znał tajemnicy

W nim żyje za karę i męczyć się musi

dusza bagiennej, zwodniczej pokutnicy

Piękna to była dziewczyna wesoła

lekko podchodziła do sprawy miłości

Chłopców zwabiała do siebie wokoło

Oni walczyli o względy z zazdrości

Igrała z ogniem, głośno z nich się śmiała


Oni, jak rycerze stawali do boju

Nierzadko umierali, krew  często się lała

W pojedynku, w śmiertelnym utrudzeni znoju

Dusze rycerzy, co zginęli za nią

krążyły nad dziewczyną w bolesnej rozpaczy

I przeklęli jej duszę, nie pomógł jej Anioł

bo nie było litości, żaden nie wybaczył

Porwał jej duszę diabeł kuty, srogi

Poniósł daleko, choć mu ciężka była

Nadział , jak na widły na swe nędzne rogi

W jeziorze tym dusza już się utopiła

Płacze więc w rozpaczy biednej dziewki dusza

Nikt jej nie usłyszy, bardzo wiele straci

Teraz, gdy za póżno, nikogo nie wzrusza

Kochaj zawsze uczciwie, bo los ci odpłaci