Wśród gęstwiny lasów, co nieludzką ręką
pną swe wierzchołki z naturą przyrody
skręcone i proste wysiłkiem i męką
obrosłe mchem starym, niczym starców brody
jak ręce złożone w modlitwie do nieba
kiedy zgniewane grzmi i karą grozi
wzniosłe i wsparte o siebie tkwią drzewa
a słabsze w cierpieniu wybaczenia prosi
Każde z nich kryje tajemnice szpiega
Strzeże polany przed wścibskim człowiekiem
Gdzie cisza, żaden odgłos nie dobiega
a ludzka stopa stanęła przed wiekiem
łąka zielona ukryta bezpiecznie
jak małe dziecko przez matkę chronione
tkwi tu jezioro niedostępne, wieczne
niczym żabie oko ponure, zielone
Choć rzęsą obrosłe, to zwabia i kusi
Lepiej by niepowołany nie znał tajemnicy
W nim żyje za karę i męczyć się musi
dusza bagiennej, zwodniczej pokutnicy
Piękna to była dziewczyna wesoła
lekko podchodziła do sprawy miłości
Chłopców zwabiała do siebie wokoło
Oni walczyli o względy z zazdrości
Igrała z ogniem, głośno z nich się śmiała
Oni, jak rycerze stawali do boju
Nierzadko umierali, krew często się lała
W pojedynku, w śmiertelnym utrudzeni znoju
Dusze rycerzy, co zginęli za nią
krążyły nad dziewczyną w bolesnej rozpaczy
I przeklęli jej duszę, nie pomógł jej Anioł
bo nie było litości, żaden nie wybaczył
Porwał jej duszę diabeł kuty, srogi
Poniósł daleko, choć mu ciężka była
Nadział , jak na widły na swe nędzne rogi
W jeziorze tym dusza już się utopiła
Płacze więc w rozpaczy biednej dziewki dusza
Nikt jej nie usłyszy, bardzo wiele straci
Teraz, gdy za póżno, nikogo nie wzrusza
Kochaj zawsze uczciwie, bo los ci odpłaci
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz