wtorek, 30 grudnia 2025

BALLADA O DZIEWCZYNIE, CO ZWODZIŁA CHŁOPCÓW

 Wśród gęstwiny lasów, co nieludzką ręką

pną swe wierzchołki z naturą przyrody

skręcone i proste wysiłkiem i męką

obrosłe mchem starym, niczym starców brody

jak ręce złożone w modlitwie do nieba

kiedy zgniewane grzmi  i karą grozi

wzniosłe i wsparte o siebie tkwią drzewa

a słabsze w cierpieniu wybaczenia prosi

Każde z nich kryje tajemnice szpiega

Strzeże polany przed wścibskim człowiekiem

Gdzie cisza, żaden odgłos nie dobiega

a ludzka stopa stanęła przed wiekiem

łąka zielona ukryta bezpiecznie

jak małe dziecko przez matkę chronione

tkwi tu jezioro niedostępne, wieczne

niczym żabie oko ponure, zielone

Choć rzęsą obrosłe, to zwabia i kusi

Lepiej by niepowołany nie znał tajemnicy

W nim żyje za karę i męczyć się musi

dusza bagiennej, zwodniczej pokutnicy

Piękna to była dziewczyna wesoła

lekko podchodziła do sprawy miłości

Chłopców zwabiała do siebie wokoło

Oni walczyli o względy z zazdrości

Igrała z ogniem, głośno z nich się śmiała


Oni, jak rycerze stawali do boju

Nierzadko umierali, krew  często się lała

W pojedynku, w śmiertelnym utrudzeni znoju

Dusze rycerzy, co zginęli za nią

krążyły nad dziewczyną w bolesnej rozpaczy

I przeklęli jej duszę, nie pomógł jej Anioł

bo nie było litości, żaden nie wybaczył

Porwał jej duszę diabeł kuty, srogi

Poniósł daleko, choć mu ciężka była

Nadział , jak na widły na swe nędzne rogi

W jeziorze tym dusza już się utopiła

Płacze więc w rozpaczy biednej dziewki dusza

Nikt jej nie usłyszy, bardzo wiele straci

Teraz, gdy za póżno, nikogo nie wzrusza

Kochaj zawsze uczciwie, bo los ci odpłaci




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz