Była sobie raz kokoszka
taka dziwna, bo matrioszka
była duża, lecz w niej mała
jedna w drugiej się chowała
i zmieniała , tak jak chciała
Raz się wszystkim pokazała
tak malutka, że piszczała
niby z zimna, ogrzać chciała
takie dziecię, co to plecie
mało wie o bożym świecie
jeszcze pisklę w żółtych piórkach.
Dla tej większej, pewnie córka.
Starsza z chowu jest lepszego
dokarmiana, więc wolnego
Piórka kolorowe stroszy
w swoim gniazdku się panoszy
Jeszcze trzecia, jest uparta
znosi jaja raz na kwartał
ale za to jakie wielkie
że pojęcie ginie wszelkie
Aż dwa żółtka w jaju pływa
choć to nie jest żadna ryba
Potem czwarta jest dożarta
cała prawda w tym zawarta
zamiast siedzieć cicho ,woli
obgadywać aż do woli
Pozostałe dwie matrioszki
to dorosłe też kumoszki
na bogato wystrojone
siedzą dumnie nastroszone
i malują wciąż pazurki
bo to wyjątkowe kurki
Lecz gdy trzeba, tak są zgrane
jedna w drugiej pochowane
Wielorakość, jednorodność
dumnie zachowują godność
ukrywają cech tak wiele
w jednym matrioszkowym ciele
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz